Żywa pochodnia
Zgłoszenie otrzymaliśmy przed północą. Zaraz pojechaliśmy na miejsce. Mężczyzna stał w domu. Nie krzyczał. Był bez ubrania, wszystko było na nim spalone. Szybko wzięliśmy go do łazienki pod zimną wodę. Jeszcze nie widziałem, żeby ktoś był tak poparzony i żył. Jak go prowadziłem, kleiły mi się ręce, bo z tego człowieka schodziła poparzona skóra - opowiadał nam wczoraj Aleksander Lorenz, naczelnik OSP w Mazańcowicach.