Płonie niechciany opał
Była nadzieją na energetyczną samowystarczalność powiatu słupskiego. Alternatywnym paliwem dla coraz droższego węgla. Nadal jednak jest niewygodnym, a w dodatku łatwopalnym pożniwnym odpadem. Tylko w ubiegłym tygodniu słupscy strażacy pięć razy gasili płonące ścierniska. „Przy okazji” zniszczeniu uległ sprzęt, paliło się zboże, a nawet las. Tymczasem użycie słomy jako wydajnego paliwa dla celów centralnego ogrzewania ciągle nie może wyjść poza fazę pojedyńczych, małych kotłowni. Choć w zakresie pozyskiwania biomasy do celów energetycznych przeszkolono kilkadziesiąt osób - nie wiadomo jak zagospodarować mają słomę. Nadal jest ona tylko ściółką dla zwierząt lub nawozem.
- To dziwna sytuacja - przyznaje Mariusz Chmiel, wójt gminy Słupsk. - Myślę, że na obecnym etapie koszt zbioru słomy przekracza jej wartość. Jednak piszemy program budowy, na bazie naszego Zakładu Gospodarki Komunalnej, przetwórni wykorzystującej między innymi słomę do produkcji materiału opałowego w postaci pelletu lub brykietu. Jeśli otrzymamy wsparcie z zewnątrz, zakład będzie je produkował głównie na potrzeby naszych ciepłowni. Póki co, zgodnie z ustawą o zamówieniach publicznych, musimy korzystać z najtańszych ofert. A taką są zrębki, które dostarcza nam jedna z podbytowskich firm.
Na inwestora na również nadzieję Stanisław Januchta, naczelnik wydziału ochrony środowiska słupskiego starostwa.
- Potrzebny jest ktoś z dużym kapitałem, gotów zaryzykować budowę takiej przetwórni. - twierdzi. - Z naszych obliczeń wynika, że pierwszy, który na to się odważy jest w stanie dużo zyskać.